Urząd to nudne miejsce. Cztery godziny w kolejce—i nic. Żeby nie zasnąć idę po kawę.

Na pierwszym piętrze znajduję automat, ale widząc cenę, zamyślam się: czy ja naprawdę tak potrzebuję kawę rozpuszczalną, żeby… co?

Kiedy coś staje się koniecznością, zaczynam budować swoje życie wokół niej, buduję ściany i w tych ścianach zamykam się. Jak w więzieniu.

Prosty przykład—kawa: nie wypiję jej z rana—dzień stracony. Najpierw piłem kawę, żeby się obudzić. Jakąkolwiek. Potem piłem kawę w swojej ulubionej kawiarni bo tam lepiej smakowała. I nie wyobrażałem sobie wypić jej w innym miejscu—nawet jeżeli za oknem lało jak z cebra. Później zdecydowałem, że nie chcę pić w kawiarni, a chcę sam ją robić w domu. Kupiłem ziarna, mieliłem ręcznie i… tak wybudowałem ściany. Czy ja w ogóle pamiętam dlaczego zacząłem ją pić?

Oczywiście że przesadzam. Kawa to tylko przykład. Jednak ile tych przykładów? Butelka piwa wieczorem żeby się zrelaksować, papieros w przerwie żeby zmniejszyć stres, Netflix żeby się zabawić, internet żeby przeczytać najnowsze wiadomości, smartfon żeby się nie nudzić, trochę ciszy żeby pobyć samemu, wolny czas żeby pomedytować, siłownia żeby być fit… Cholera, życie to jedna wielka konieczność!

Jest niewiele potrzeb, bez których nie mogę się obejść. Na przykład tlen. Bez niego nie ma życia. Bez wody i jedzenia—też. Ale do pewnego stopnia. Reszta—zaćma na mojej świadomości niepozwalająca mi ujrzeć prostej prawdy: nic nie jest wieczne—każde pragnienie przemija.

A co dzieje się kiedy nie spełnię swoich pragnień? Oczywiście—cierpię. Cały świat traci barwy. Tylko dlatego, że czegoś nie dostałem: jak dziecko, które nie dostało zabawki. Śmieszne, prawda?

Możliwe, że szczęście to tylko umiejętność przekształcania swojego “chcę” w “byłoby nieźle”. W takim przypadku nie ma miejsca na rozczarowanie: masz—dobrze, a nie masz—też dobrze.

Jak sfrustrować takiego człowieka?

Advertisements